Gmina i powiat - inwestycje z Unii Europejskiej

Home · Francuska fabryka · Ministerstwo skarbu śpi

Ministerstwo skarbu śpi

Trans Masz doskonale dający sobie radę na rynku, ma kłopoty z ministerstwem skarbu. Od 2000 r. jego udział w firmie wynosi 95 proc. Decyzję o prywatyzacji firmy podjął minister, który zagwarantował wówczas, że po drugim roku obrachunkowym udostępni załodze nieodpłatnie 15 proc. akcji.

Mimo tych zapewnień dopiero rok temu Ministerstwo Skarbu przesłało do firmy pismo, w którym poprosiło o „przekazanie aktualnej listy akcjonariuszy, uprawnionych do odpłatnego nabycia akcji wraz z podaniem ich adresów oraz kopii odpisu z KRS”. Taka późna reakcja ministerstwa jest o tyle dziwna, że według przepisów ścieżka prywatyzacyjna Trans-Masz gwarantuje, że po pięciu latach od utworzenia spółki powinna ona posiadać większość akcji (dokładnie 51 proc.). A nadal, mimo że mamy 2006 r., 95 proc. nadal jest w rękach skarbu państwa.

Według obowiązujących przepisów Skarb państwa powinien przeznaczać 8-10 proc. akcji do sprzedaży na rzecz akcjonariuszy założycieli, tj. pracowników, którzy przepracowali w niej co najmniej 15 lat oraz emerytom. Gdy choć jedna symboliczna akcja zostanie nabyta, skarb państwa musi od razu oddać nieodpłatnie 15 proc. akcji pracownikom firmy. A do tej pory ministerstwo zwlekało ze sprzedażą pierwszej transzy akcji (owych 8-10 proc.), przez co pracownicy nie otrzymali wspomnianych 15 proc. akcji za darmo.

- Jest to też problem tego rodzaju, że nikt nie żyje wiecznie – mówi Pasikowski. - Duża część akcjonariuszy jest już w podeszłym wieku. Cóż im po zapewnieniach, że kiedyś te akcje dostaną, gdy oni sami już nie będą mogli nimi się cieszyć.

Innym negatywnym skutkiem opieszałości działania ministerstwa jest fakt, że Trans Masz nie może korzystać z pomocy unijnej, która przeznaczana jest tylko dla firm prywatnych. Będąc spółką skarbu państwa traci na tym. Nikt tego nie może w firmie zrozumieć. A ministerstwo? Być może jest tak, że sprawa dokończenia prywatyzacji Trans Masz została wetknięta gdzieś do odległej szuflady. Przez grzeczność na wszelkie interwencje firmy w Warszawie słychać: - Znamy sprawę, jest w toku, trzeba czekać.
mdr

18.06.2010. 11:01


Podobne artykuły: